ACCA

ACCA wzbudza zaufanie - Marcin Pasenik

Marcin Pasenik

Marcin Pasenik, członek ACCA i prezes zarządu ESR Sp. z o.o. mówi o tym, jak wyglądała jego ścieżka zawodowa i edukacyjna, oraz opowiada o swoim najnowszym projekcie: platformie inviPay.com.

 

Jak wyglądał Twój start na rynku pracy?

Pracę w warszawskiej firmie audytorskiej Strategia Horwath Audit zacząłem jeszcze podczas studiów.  Wtedy zaczęła się moja przygoda z audytem finansowym i badaniem sprawozdań finansowych spółek. W międzyczasie usłyszałem o kwalifikacji ACCA i postanowiłem się o nią postarać.

 

Jak udało Ci się pogodzić ACCA ze studiami, pracą i życiem prywatnym?

Kiedy zaczynałem (początek 2008 roku), nie miałem jeszcze dzieci. Byłem dopiero w narzeczeństwie i szło mi dobrze, bo to były tylko cztery egzaminy w roku. Dość standardowa liczba. I dziś mogę się pochwalić, że miałem stuprocentową skuteczność – nigdy nie oblałem żadnego egzaminu. Starałem się zawsze być na tyle dobrze przygotowany, żeby zdać bez większych trudności. Kiedy kończyłem ACCA, byłem już żonaty oraz miałem dwójkę małych dzieci.

 

Kwalifikacje ACCA zdobyłeś w 2014 roku – w międzyczasie skończyłeś studia magisterskie, podyplomowe i założyłeś kilka spółek audytowych, a następnie uruchomiłeś dużą platformę inviPay.

Tak, niedawno usłyszałem, że jestem prawdopodobnie pierwszą osobą, która zbudowała biznes na pomyśle zaczerpniętym z materiałów dydaktycznych przygotowujących do egzaminów ACCA (śmiech).

W dużej mierze to kwestia odpowiedniej organizacji czasu. Do wszystkich egzaminów ACCA przygotowywałem się eksternistycznie, również po studiach. Na miesiąc-półtora przed egzaminem mój tryb życia wyglądał następująco: wstawałem o 2 w nocy i w firmie byłem o godzinie 3:30. Uczyłem się do egzaminów do 7 czy 8 rano, a potem zaczynałem pracę. W domu byłem koło 18 i do 21 spędzałem czas z rodziną. Później kładłem się spać. I tak przez kilkadziesiąt dni. Nie mogę nie dodać, iż ogromne wsparcie, jakie miałem od swojej małżonki i przejęcie przez nią większości obowiązków związanych z opieką nad małymi dziećmi i domem również było czynnikiem, który pozwolił mi zrealizować wszystkie plany. Składam jej za to ogromne podziękowania.

 

Warto było?

Jestem żywym przykładem na to, że tak! Kwalifikacja ACCA przydawała mi się wielokrotnie. Na przykład podczas rozmów z zarządami zagranicznych spółek mogłem porozmawiać o międzynarodowych standardach. Członkowie zarządów też nierzadko posiadali tę kwalifikację, więc w ich oczach byłem od razu traktowany jako partner do rozmowy.

Pan Jan Motz, który zainwestował w inviPay, szlify biznesowe zdobywał na rynku amerykańskim. To, że posiadam kwalifikację ACCA wzbudziło w nim zaufanie do systemu, który zbudowałem. Z uwagi na to, że byłem po egzaminach ACCA, nie musiałem udowadniać, że aplikacja ma silne podstawy finansowe i biznesowe. To było bardzo pomocne w procesie due dilligence, przeprowadzanym przez inwestorów.

 

Dlaczego wybrałeś właśnie ACCA?

Bo uważam, że ACCA niesie ze sobą o wiele szerszą perspektywę, niż polskie kwalifikacje. Nie jest sfokusowane jedynie na audyt, daje możliwość szerszego spojrzenia na finanse przedsiębiorstwa. No i jest oparte na standardach powszechnie stosowanych na Zachodzie. Takie, które – co prawda – wprowadzamy w Polsce, ale idzie nam to powoli. Pod tym względem ACCA wyprzedza nasze polskie kwalifikacje biegłego rewidenta  o całą epokę. Jeżeli ktoś myśli szeroko i nie chce się zawężać jedynie do rodzimego rynku, to powinien zdecydować się na ACCA.

Poza tym wraz z kwalifikacją otrzymałem dostęp do rozwiązań takich, jak netting – na pewno nie spotkałbym się z nim, przygotowując się do polskich kwalifikacji.

 

No właśnie, kiedy natknąłeś się na netting?

Kiedy przygotowywałem się do egzaminu P4 ACCA, czyli Advanced Financial Management. To przy tej okazji spotkałem się z określeniem „multilateral nettng”. Pomyślałem, że to bardzo ciekawe rozwiązanie, nieznane wśród małych, polskich spółek. Wśród większych z rodzimego rynku właściwie też nie.

To był początek 2013 roku. Pracę w audycie zacząłem w 2007 roku i w krótkim czasie zauważyłem, że spółki mają problem z nieterminowym regulowaniem zobowiązań przez swoich odbiorców, a co za tym idzie: z płynnością finansową. Pomyślałem, że netting to ciekawy sposób, który mógłby temu zaradzić. Ten system pozwala bowiem bezgotówkowo rozliczać wiele transakcji w dużych grupach kapitałowych.

 

To był początek inviPay.

Tak, to był impuls do rozpoczęcia analiz potrzeb rynku. Trwały one ponad rok. Analizowałem rozwiązania już funkcjonujące, rozmawiałem z osobami związanymi z biznesem. I doszedłem do wniosku, że można poprawić sposób rozliczania się. Zbudować pro-kliencki system, który poprawi sytuację obu stron transakcji.

Netting w czystej postaci nie mógł być zaadoptowany jako metoda rozliczeniowa. Ma bowiem jedną wadę: wszystkie strony wszystkich rozliczeń widzą wszystkie transakcje, w każdą transakcję wgląd mają wszyscy uczestnicy systemu. To nie do przyjęcia, nikt by z takiej usługi nie korzystał!

Więc w inviPay relacja nawiązuje się jedynie pomiędzy inviPay i sprzedawcą oraz inviPay i odbiorcą. Sprzedawca widzi tylko te transakcje, które ma do rozliczenia, ale nie widzi tych, które ma do rozliczenia jego odbiorca. Nie widzi też, jak odbiorca rozlicza te transakcje – czy za pomocą potrąceń z innych transakcji, czy gotówkowo.

Rozszerzyłem funkcjonalności nettingu. Wprowadziliśmy m.in. możliwość dokonywania wypłat z rozliczanych transakcji przed ich terminem wymagalności, bo to jest relacja między nami, a my mamy własne, zabezpieczone środki od inwestorów. I sprzedawca nie musi czekać na termin płatności, może wypłacać z inviPay środki, kiedy tylko chce. Z kolei kupujący ma możliwość wydłużania sobie terminu płatności , czyli terminu rozliczania się z inviPay, do maksymalnie 120 dni od terminu wystawienia faktury.

A zatem całkowicie uwalniamy problemy sprzedawców z nieterminowym otrzymywaniem wynagrodzenia. To oni sami decydują, kiedy chcą od nas otrzymać pieniądze. A i kupujący ma pełną wolność, bez blokowania wynagrodzenia dla sprzedawcy. Może wydłużać termin płatności zakupów do 120 dni lub rozliczyć je przed terminem i zyskać do 15% zwrotu za zakupy od inviPay. On sam decyduje, jak, kiedy i w jakiej formie rozliczy swoje transakcje bez informowania drugich stron.

Ponadto, inviPay, z uwagi na to iż zabezpiecza wynagrodzenie na rzecz sprzedawcy już na etapie zamówienia, jest całkiem nową metodą płatności, dedykowaną wyłącznie dla sektora B2B. Zarówno dla transakcji offline, ale w szczególności dla online. Do momentu wprowadzenia inviPay na rynek, praktycznie nie było możliwości kupienia niczego w Internecie na fakturę z odroczonym terminem płatności u nowego sprzedawcy. I to jest zrozumiałe, bo żaden sprzedawca nie chce ryzykować wysłania towaru do nieznanej firmy i nieotrzymania zapłaty. InviPay to całkowicie zmienił – od teraz każda firma korzystająca z inviPay może beż żadnego ryzyka sprzedawać do nowych klientów (bez wymagania od nich tworzenia historii zakupowej, wpłacania zaliczek, itd..), a kupujący nie musi posiadać gotówki podczas dokonywania zakupów. Wierzę, ze wpłynie to istotnie na zwiększenie sprzedaży przez firmy i poprawę relacji handlowych między kontrahentami.

 

Jak duże jest zainteresowanie inviPay na chwilę obecną?

Po pierwszym tygodniu mieliśmy kilkanaście firm. Około 500 kolejnych zostało zaproszonych przez te już zarejestrowane. Bo inviPay jest społecznością firm, które się między sobą rozliczają – one mogą się nawzajem zapraszać do systemu. Codziennie przybywają nowi klienci. Pomimo bardzo świeżego startu, widać ogromny potencjał.

 

Skoro widać potencjał, to co dalej?

Kiedy spełnimy nasze założenia biznesowe, planujemy dalszą ekspansję. Chciałbym, żeby kolejnym krajem były Stany Zjednoczone. Tam – procentowo – problemy płatnicze są podobne, jak u nas. Tylko, że w USA tych przedsiębiorstw jest kilkadziesiąt razy więcej, niż tu.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Bartek Przybyszewski.