ACCA

Szczęście to ciężka praca - Romek Lubaczewski

Przechwytywanie

Romek Lubaczewski  ‒ partner w dziale usług doradczych i lider praktyki konsultingowej w PwC, gdzie pracuje od ponad 15 lat. Obecnie kieruje praktyką konsultingową PwC w Polsce, z zespołem liczącym 150 pracowników. Jest również Partnerem Prowadzącym Zespół SSC & Outsourcing w regionie Europy Wschodniej i Centralnej oraz ekspertem w konsultingu dotyczącym działalności centrów usług oraz BPO. Jest członkiem globalnego zespołu PwC SSC i BPO Global Experts Group. Członek ACCA od 1996.

 

― Na początku chciałabym Cię zapytać o Twoje początki zawodowe. Urodziłeś się w Londynie, w 1989 roku przyjechałeś do Polski. Pracę rozpocząłeś w momencie intensywnych przemian społecznych, gospodarczych i politycznych. To był czas specyficzny i chyba trudny?

― Nie pamiętam, żeby to był trudny czas, wspominam go bardzo dobrze. Działo się wtedy dużo zmian, a zmiany są ciekawe. To był wyjątkowy okres, można go porównać do Wild West – gdy pierwsi osadnicy pojechali do Stanów Zjednoczonych – mieliśmy wówczas trochę takie poczucie, że to, co robimy, jest pierwszym projektem w tej dziedzinie. Wszystko było nowe, ciekawe, klienci byli bardzo pozytywnie nastawieni, chcieli słuchać tego, co mamy do powiedzenia. W Polsce ludzie otworzyli się na świat, chcieli wiedzieć jak wygląda życie gdzie indziej. Klienci podczas spotkań zadawali dużo pytań. Konsultant odbierany był   bardzo pozytywnie, dopiero później, po trzech latach postrzegany był negatywnie, teraz natomiast widziany jest neutralnie.

― W 1992 roku rozpocząłeś pracę w firmie Arthur Andersen. Tam zacząłeś zdobywać kwalifikację ACCA.

― Wyjeżdżając z Anglii nie skończyłem studiów, zrobiłem tylko pierwszy rok finansów. Tak naprawdę nie chciałem, wszyscy moi znajomi i koledzy pracowali, a ja byłem jedyną osobą spośród nich studiującą na uniwersytecie, więc po pierwszym roku zdecydowałem, że to nie dla mnie. I Duleep Aluwihare, szef Andersen, powiedział mi, że muszę robić jakieś kwalifikacje, to będzie plusem na całe moje życie. Przekonał mnie dlaczego kwalifikacje są ważne. Namawiał, namawiał, namawiał i w końcu wpisał mnie na ACCA. I  szczerze mówiąc, trochę mnie w tym monitorował. Był pierwszą osobą, do której zadzwoniłem, gdy dostałem potwierdzenie, że zdałem egzamin. A ja byłem pierwszą osobą w Price Waterhouse (obecnie PwC), która zdała te egzaminy.

― I jak się wtedy czułeś?

― Super. Po pierwsze dlatego, że zdałem i zakończyłem pewien etap. Bardzo byłem z tego zadowolony. A po drugie, że zdobyłem coś wartościowego, co jest moje. Byłem bardzo dumny z siebie, chociaż rzadko bywam dumny z siebie, dumny, że zdobyłem coś, co było trudne.

― Czy była jakaś sytuacja, gdy kwalifikacja ACCA, była szczególnie przydatna?

― O tak. Pamiętam jedną sytuację, jak wczoraj, a było to piętnaście lat temu, gdy rozmawiałem z szefem mojego projektu, a robiłem audyt „deferred tax” – jest to temat, którego nikt nie lubi. On mi tłumaczył, jak mam na to patrzeć, a ja mu tłumaczyłem, że ma złe podejście, i że  z moich wyliczeń wynika, który wynik jest dobry. Siedzieliśmy trzy godziny prawie kłócąc się kto ma rację i w końcu zaprosiliśmy trzecią osobę, żeby rozstrzygnęła spór, ona przekalkulowała i powiedziała: Romek ma rację. Ja wtedy dużo czytałem na ten temat, robiłem ACCA, czytałem także inne książki w tym dniu,  żeby zrozumieć, jak to robić. Kwalifikacja ACCA jest dużym plusem. Osoba w księgowości, w finansach, która ma ACCA to osoba, która zna się na tym, co robi.

― Czyli dla ludzi rozpoczynających karierę jest to bardzo przydatne…

― Tak, to jest trochę tak… Moja mama zmusiła mnie, żebym jako dziecko chodził do polskiej szkoły w Londynie. A ja strasznie tego nie lubiłem, szukałem pretekstów, żeby nie chodzić, bo mając osiem czy dziesięć lat nie rozumiałem, po co mi to. Myślałem: jestem w Anglii i zawsze będę, więc po co mi historia Polski, religia itd. A teraz mieszkam w Polsce już 20 lat i myślę, jak to dobrze, że mama mnie wysłała do polskiej szkoły, żebym dowiedział się trochę na temat kultury, historii, geografii. A więc myślę, że z ACCA jest trochę podobnie. Gdybym cofnął się teraz o dwadzieścia lat i zapytał siebie, czy mam robić ACCA, odpowiedziałbym, że absolutnie tak. Jestem dumny z członkostwa w ACCA.

― Bardzo mnie ciekawi Twoja ścieżka kariery. Czym dla Ciebie jest sukces?

― Największym moim sukcesem jest teraz to, gdy patrzę na mój zespół i widzę, że oni osiągają sukces, są uśmiechnięci, wygrali jakiś projekt. Ich wygrana cieszy mnie często bardziej, niż sytuacje kiedy to ja wygrywam projekt. Chyba za dużo wygrałem projektów w życiu. Lubię sytuacje, w których oni coś zrobili a klient był zadowolony. Siedzę wówczas z uśmiechem na twarzy i myślę: „chyba najlepsze dla mnie jest teraz to, żeby słyszeć, że moja ekipa osiąga sukces”. To jest bardzo pozytywne.

― A twoje największe wyzwanie zawodowe?

― Miałem ich dużo, ale przytoczę jedno. W pewnym momencie zacząłem pracować u kolegi kompletnie w innej dziedzinie niż finanse i nauczyłem się to robić mniej więcej w półtora roku. Bardzo lubiłem tę pracę, bo było to nowe, ale po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że mi to nie wystarcza. Wówczas mój kolega z PWC  namawiał mnie, żebym wrócił. Co dwa miesiące dzwonił i mówił: „wróć, mam dla ciebie pracę”. Pewnego dnia wróciłem i teraz jestem uśmiechnięty, lubię to, co robię i myślę, że to ma pozytywny wpływ na moje myślenie o sobie samym – że jestem dobry w tym co robię. Szczerze mówiąc, było to największe wyzwanie.

― To jest tak, jak się coś ma i się tego nie zauważa, bo jest po prostu dobrze, ale gdy się to straci, dostrzega się, jak wiele się straciło i wówczas się okazuje, jaką to miało dla nas ogromną wartość.

― Tak, ale najpierw trzeba to stracić. Pracowałem z wieloma fajnymi ludźmi, ufałem im,  rozmawiałem z klientami, gdzie czułem, że mamy wspólny cel, że się rozumiemy. A nie mając tego wszystkiego doszedłem do wniosku, że mi tego strasznie brakuje.

― Kto jest twoim autorytetem?

― Nadal jest nim Duleep. Spotykamy się co roku. To jest bardzo inteligentny, fajny facet.

― Co jest ważne dla Ciebie? Coś co zapamiętałeś, co wywarło pozytywny wpływ na twoją karierę zawodową, na to, co osiągnąłeś, że chciałeś się rozwijać?

― Dwie rzeczy przychodzą mi do głowy. Jedna, to żeby mieć coś w życiu, trzeba ciężko pracować. Nieraz ludzie mówią: O! Wielki sukces, ale dużo szczęścia, jesteś lucky guy. A wiesz ile się pracuje, żeby być lucky? To nie jest szczęście, to jest ciężka praca. Ja ciężko pracuję od zawsze, bo lubię to, co robię i nie boję się pracy, a to na pewno pomaga. A druga ­–  to zespół. Teraz dostrzegam coraz bardziej, że sukces w życiu jest zależny od innych ludzi. Żeby mieć dobrą ekipę, trzeba nad tym pracować, znaleźć czas na rozmowę z nimi, wysłuchać co mają do powiedzenia i ważne jest, aby rozmowa była dwukierunkowa, taki coaching. Mówić o tym, co dobre, ale także o tym, co złe. Gdy oni idą do przodu, ja także idę do przodu. Bez tego sukces jest trudniejszy. Myślę, że to się pokrywa z moimi doświadczeniami z młodości.

Jack Welch z General Electric, powiedział: „Jeżeli wybierzesz odpowiednich ludzi i dasz im okazję do rozpostarcia skrzydeł – i poprzesz to odpowiednim wynagrodzeniem – nie będziesz musiał nimi kierować.” Powiedział, że znalazł ludzi, którzy potrafią robić rzeczy lepiej niż on – ale to on ich znalazł.

― A jak jest z zachowaniem równowagi pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym? Tak zwany work-life balance?

― Chyba nie mogę powiedzieć, że zachowuję tę równowagę. Na pewno chciałbym więcej czasu spędzać w domu z żoną. Od stycznia biorę pół roku wolnego, to rzadkość w naszej firmie, ustaliłem to pięć lat temu, że jak skończę rolę, którą dotąd pełniłem, to wezmę sobie pół roku wolnego.

― A jakie są Twoje plany na te pół roku?

― Przez 65 dni będziemy z żoną w podróży dookoła świata, odwiedzimy dziesięć miejsc, między innymi w Australię i Nową Zelandię. Potrzebuję tego. Po dwudziestu latach pracy wziąć sobie pół roku wolnego dla siebie i żony, mieć dla nas czas, myślę, że to jest super. Jak będę miał sześćdziesiąt lat i pójdę na emeryturę, to może być za późno. Teraz mogę wszystko i chcę wszystko. To będzie bardzo fajne, ale po jakimś czasie będę myślał tylko o powrocie.

― Jestem bardzo ciekawa jak będzie po powrocie, czy coś się zmieni.

― Mam nadzieję, że ja się zmienię, bo to jest cel, żeby mieć trochę czasu dla siebie, wyczyścić  myśli, zbudować siły, wrócić jako trochę inna osoba. Myślę, że wrócę lepszy i pełen energii.

― Tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magdalena Bartnik